Aktualności Obraz  newsa 11587 Dodano 12.02.2018

Nastasów i Ładyczyn: relacja z akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”

Tym, czym dla Francuzów jest Père-Lachaise, tym dla ostatnich Polek mieszkających w Nastasowie jest Polski Cmentarz. Chociaż lata świetności dawno ma już za sobą, a natura próbuje odebrać zawłaszczony niegdyś skrawek ziemi, ma jednak swój urok. Mimo iż lokalne władze i mieszkańcy nie dbają o tę nekropolię, z roku na rok to miejsce pięknieje. Tutaj jak w zwierciadle odbija się trudna historia Kresów.

Groby pradziadów – nadszarpnięte zębem czasu, poprzeszywane kulami i zniszczone przez przyrodę – odzyskują dawną świetność. Wszystko za sprawą młodzieży z Gminy Sobótka, która w dniach 8-18 sierpnia 2017 roku, wśród 1200 wolontariuszy z woj. dolnośląskiego i woj. opolskiego, wzięła udział w VIII edycji akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”.

Piękna tradycja, jaką z pewnością jest ratowanie ostatnich śladów polskości na Kresach, kultywowana jest od lat przez uczniów oraz absolwentów Gimnazjum Gminnego w Sobótce i na trwałe zakorzeniła się w lokalnej społeczności. Uczestnicy wcześniejszych wyjazdów chętnie wracają w to miejsce, poświęcając swój wolny czas i energię na ciężką, wyczerpującą pracę na tamtejszym cmentarzu. Nastasów – niewielka, założona w XVII wieku wieś w obwodzie tarnopolskim, licząca niespełna 2000 mieszkańców, to miejsce wyjątkowe i urokliwe. Tutaj każdy kwiat pachnie nadzwyczajnie, a ptaki podobno śpiewają tylko po polsku. Wyjątkową atmosferę podtrzymują mieszkające tu ostatnie Polki – dwie siostry: p. Józefa Siekanowicz i p. Anna Kolano, które od lat chętnie spotykają się z wolontariuszami z Sobótki i zapraszają do swoich domów podczas przerw w pracy na cmentarzu. O ich gościnności mogli się przekonać (po raz kolejny) najwytrwalsi wolontariusze, którzy brali udział w kilku wcześniejszych edycjach akcji: Aleksandra Kowal, Filip Filipiak, Paweł Korczak, Jan Marczak, Adrian Szewczyk i Wojciech Wawrzyniak, a także opiekun – Natalia Szewczyk-Sączawa. Podczas tegorocznej akcji ochotnicy odsłonili i wyczyścili aż 65 grobów znajdujących w 10 rzędach, wycięli zarastające je krzewy i pokrzywy, odkryli kilka nowych, porośniętych mchem grobów, ukrytych w gęstych zaroślach. Wolontariuszom udało się wykopać z ziemi i ustawić ciężkie elementy nagrobków, a także skosić trawę i chwasty na całym cmentarzu. Z pomocą towarzyszącego grupie kierowcy – p. Henryka Kaźmierczaka – wycięto dwa suche jesiony. Ponadto na koniec wykonany został również dokładny spis odkrytych dotąd mogił. W kolejnych latach konieczne będą również naprawy popękanych i połamanych nagrobków. W tym roku grupa przydzielona została również do cmentarza w Ładyczynie. Ze względów bezpieczeństwa wolontariusze wykosili wyłącznie przednią, mniej zarośniętą część cmentarza. W gęstwinie bowiem, oprócz zapomnianych mogił, odnaleźć można było liczne barszcze Sosnowskiego.

Jednym z ostatnich akcentów polskich w Nastasowie jest kościół. Ze względu na to, że parafianki są tylko dwie, wewnątrz znajduje się wyłącznie jeden konfesjonał i jedna ławka, a klucze przechowuje p. Józefa Siekanowicz. Również w tym miejscu czas i historia odcisnęły swoje piętno. Podobno zaraz po wojnie Rosjanie zmienili przeznaczenie świątyni i magazynowali w niej sól drogową, która zbryliła się ze względu na dużą wilgotność. Przez to w kościele wysadzono bombę i zalano całość wodą, niszcząc posadzkę i piękne malowidła. Niestety od tego czasu nie przeprowadzono gruntownego remontu, a Msze Św. odprawiane są rzadko i wyłącznie w języku ukraińskim. Piękna świątynia popadła w ruinę, a otaczający ją teren porosły chwasty. Wolontariusze ostatkiem sił wykosili i uporządkowali również to miejsce.

Udział w akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia” to dla młodzieży nie tylko wspaniała lekcja historii i podróż na dawne tereny Polski. Tam kształtują się charaktery, rozbudza się patriotyzm i wiara we własne możliwości, cierpliwość i pokora. Żadne słowa nie są w stanie oddać emocji, które przez cały czas towarzyszyły wolontariuszom. To trzeba przeżyć…

Natalia Szewczyk-Sączawa


7 lipca 2017r. wyjechaliśmy wieczorem z Wrocławia, prosto do Medyki. Na miejscu, w Tarnopolu, gdzie tym razem mieliśmy akademik, byliśmy w niedzielę, koło godziny dziesiątej. W owym miejscu, w przeciwieństwie do tego, co było planowane, spędziliśmy tylko jedną noc. Duże oddalenie akademika od cmentarza zmusiło nas do znalezienia nowego noclegu.

W poniedziałek po drodze na cmentarz odwiedziliśmy babcię – Józefę Siekanowicz, która ze łzami w oczach, wraz z siostrą – Anną, przyjęła nas w Nastasowie. Od razu ruszyliśmy do ciężkiej pracy na nekropolii. Zaczęliśmy od skoszenia i zgrabienia wysokiej roślinności na środku cmentarza. Kierowaliśmy się w stronę pola po drugiej stronie, kosiliśmy i grabiliśmy wszystkie chwasty.

Wtorek wyglądał bardzo podobnie, a efekt pracy był ogromny, choć musieliśmy wracać szybciej przez wielką burzę. Zmęczeni wracaliśmy do nowego miejsca noclegu –  motelu w Drużbie, obok Nastasowa.

W środę nie mogliśmy pojechać na cmentarz, ze względu na święto Piotra i Pawła, więc spędziliśmy wolny dzień w Tarnopolu. Środa, czwartek i piątek spędziliśmy głównie na zamiataniu cmentarza, czyszczeniu grobów i koszeniu trawy przed nastasowskim kościołem. Obie Polki- p. Józefa i p. Anna- bardzo o nas dbały przez cały ten czas.

W sobotę natomiast spotkała nas miła niespodzianka – na cmentarzu pojawili się nasi Rodacy, którzy zapalili znicze na pomniku swoich przodków. Dojrzałe małżeństwo z Warszawy podzieliło się z nami mnóstwem wzruszających historii o swoich przodkach, żyjących kiedyś w Nastasowie. Mężczyzna opowiedział nam także o smutnych, powojennych losach kościoła, w którym przed laty odbył się ślub jego rodziców. Był bardzo wzruszony, kiedy zobaczył cmentarz. Poczuliśmy, że nasza praca na nie idzie na marne, co zmobilizowało nas do dalszego wysiłku. Prawie cały cmentarz był już odsłonięty. Zrobiliśmy spis grobów, zapaliliśmy na nich znicze i ruszyliśmy zrobić to samo w Ładyczynie.

Niedziela była dniem wolnym, więc spędziliśmy czas w Drużbie. Nazajutrz ruszyliśmy pożegnać się z ukochanym Nastasowem i wspaniałymi Rodaczkami – p. Józefą i p. Anną, do których na pewno wrócimy niebawem. Po południu ruszyliśmy zrobić zakupy na podróż do domu i późnym wieczorem jechaliśmy już do Polski.

Każdego roku efekty naszej pracy są co raz lepsze. Jesteśmy dumni, że możemy pomagać i ratować ślady polskości na Ukrainie.

Wolontariuszka – Aleksandra Kowal

Nastasów

Kościół w Nastasowie

Ładyczyn

Spotkania z Rodaczkami

Galeria zdjęć

Newsletter

zapisując się do naszego newslettera na bieżąco będziemy informować Cię o nowych artykułach, aktualnościach oraz akcjach organizowanych przez Studio Wschód
[FM_form id="1"]