Józef Sułkowski – polski ulubieniec Napoleona

Postrzeganie okresu wojen napoleońskich w Polsce jest chyba wyjątkowe na tle całej Europy. Praktycznie wszystkie narody Starego Kontynentu stawiły jakąś formę oporu wobec nowego porządku świata pisanego zarówno dyplomacją, jak i krwią oraz żelazem przez cesarza Francuzów.

Za to Polacy okazali się być jednym z jego najbardziej wiernych i oddanych sojuszników, przede wszystkim dlatego, że istnienie jakiejś formy państwa polskiego, osłabiającego pozycję Austrii, Rosji i Prus na kontynencie, leżało w interesie Napoleona. Nasi Rodacy tłumnie służyli jego rozkazami, niejednokrotnie dowodząc swego męstwa i straceńczej nieraz odwagi oraz zachodząc bardzo wysoko. Ciekawym przykładem takiego człowieka może być Józef Sułkowski herbu Sulima – radykalny republikanin, jeden z najsłynniejszych polskich jakobinów, adiutant Napoleona, nazywany przez niego samego „oficerem największych nadziei”.

Urodzony w 1773 w wielkopolskim Rydzynie Sułkowski był uznawany za cudowne dziecko. Błyskotliwy, inteligentny, znał kilka języków obcych. Podczas trzyletniej podróży po Europie wraz z wychowującym go stryjem Augustem zawitał nawet na dwór Marii Antoniny i Katarzyny II. Po powrocie do kraju w wieku 10 lat rozpoczął służbę wojskową, wpierw jako kadet, a później podporucznik w X Regimencie Wojsk Koronnych. Podczas wojny w obronie Konstytucji 3 Maja, w stopniu kapitana armii litewskiej, Sułkowski był jednym z licznych oficerów młodszych, dających przykład swoją ofiarnością. Stojąc w straży przedniej 400-osobowego oddziału przez wiele godzin odpierał rosyjskie ataki na most na Zelwiance podczas bitwy pod Zelwą. Kiedy dano mu możliwość zluzowania oddziału, odrzekł: „Mam rozkaz bronić tej pozycji i będę jej bronił dopóty, dopóki ostatni z moich żołnierzy nie polegnie.”

Za swoje dokonania został odznaczony Orderem Virtutti Militari. Pod Grannem, mając pod sobą zaledwie 150 ludzi, zmasakrował Rosjan jedną salwą na krótkim dystansie, po czym ruszył na Kozaków, którzy w strachu wraz z piechotą zaczęli uciekać. Niestety, tego formatu ducha walki brakowało większości wyższych dowódców armii Rzeczypospolitej, król Stanisław August Poniatowski, jej wódz naczelny, od samego początku nie pokładał w niej nadziei i skapitulował bez walnej bitwy by dołączyć do konfederacji targowickiej.

Faktem tym Sułkowski się ostro wzburzył. Tej haniebnej kapitulacji monarchy i jego otoczenia, spowodowanej chroniczną i paraliżującą niewiarą w obronę niepodległości Rzeczypospolitej, nie zapomni nigdy. Prawdopodobnie to poczucie zdrady i hańby uczyniło z niego zagorzałego wroga monarchii w ogóle. Wkrótce opuszcza rządzony przez targowiczan kraj i udaje się do Francji, chcąc podjąć służbę wojskową. Jego największym marzeniem było zdobyć sławę wojskową oraz , jak sam to ujmował, „wrócić do Polski z orężem, gdyż kraj nasz nie traktatami, nie negocjacjami będzie ocalony, lecz bronią w ręku.” Jako cudzoziemiec nie został jednak przyjęty do armii, wysłano go na misję łącznikową do Indii by wesprzeć jednego z miejscowych władców, buntujących się przeciwko rządom brytyjskim. Anglicy zatrzymali go w syryjskim Aleppo, samodzielną próbę przedarcia się do Zatoki Perskiej przez pustynię Sułkowski niemalże przypłacił życiem. Ostatecznie wyjechał do Konstantynopola, gdzie zastała go spóźniona wieść o wybuchu insurekcji kościuszkowskiej. Nie zdążył jednak dotrzeć na pole walki, gdzie mężnie bił się jego macierzysty pułk i powrócił do Francji. W końcu udało mu się wstąpić do wojsk francuskich bijących się z Austriakami we Włoszech podczas I koalicji antyfrancuskiej. Dowodził nimi Napoleon Bonaparte.

Początkowo nie ufał świeżo przybyłemu Polakowi, podejrzewając, że został on wysłany z Paryża przez rządzący wówczas Dyrektoriat, niechętny jego sukcesom na polu walki. Sułkowski szybko jednak przekonał do siebie przyszłego cesarza pokazem znakomitych talentów i męstwa. Wraz z garścią żołnierzy wdarł się na górę San Georgio i zdobył baterię artylerii, uchodzącą za nie do wzięcia. Wzbudziło to podziw Napoleona, który mianował Sułkowskiego jednym ze swoich adiutantów. W tej randze dalej błyszczał odwagą, bijąc się u boku Bonapartego w zwycięskiej bitwie pod Arcole w 1796 roku. Jeden z jego francuskich kolegów opisywał go jako prawdziwego Polaka, nieskończenie czarującego, szczupłego, eleganckiego, rasowego, z pociągającym wyrazem twarzy. O ironio, podobnie przedstawiała go policja austriacka w liście gończym. Sułkowskiego zajmowało przede wszystkim fachowej literatury wojskowej, wg majora Michała Suchodolca, kolegi z czasu służby w X Regimencie, nie przepadał za towarzystwem kobiet, a „znalazłszy jednakowo jedną, która mu się we wszystkim podobała, dosyć oszczędnie się bawił.” Zgiełk bitewny i wcale udane próby pisarskie w zakresie polityki bieżącej wypełniły krótkie życie dzielnego oficera.

Bowiem po wielkich zwycięstwach włoskich, które rozsławiły nazwisko Napoleona w całej Europie, w 1798 roku przyszedł czas na kolejne wyzwanie – zdobycie Egiptu. Sułkowski podążył za swoim wodzem nad Nil, odmawiając służby w powstałych rok wcześniej Legionach Polskich generała Dąbrowskiego, niesprawiedliwie osądzając intencje powołania Legionów. W stosownym dla siebie stylu, idąc do boju w pierwszym szeregu zdobył armaty twierdzy Valetta na Malcie, wdzierał się na mury egipskiej Aleksandrii, w bitwie pod piramidami ujrzano go znów, „jak z fantazją staropolską wylatywał przed front batalionów, na harce w pojedynkę z opancerzonymi jeźdźcami egipskimi” i ponownie pod Salayeh, gdzie w szarży na konnicę mamelucką w lśniących zbrojach i szyszakach został kilkukrotnie ranny. Nagły i brutalny kres życiu bohatera położyło powstanie przeciwko Francuzom, które wybuchło 22 października 1798 roku w Kairze. Sułkowski, choć nadal okryty bandażami na niewyleczonych ranach, wraz ze skromną eskortą ochotniczo ruszy na zwiad. W drodze powrotnej został zaatakowany przez tłum zgormadzony pod jednym z meczetów, skutecznie przedzierał się przezeń z szablą w ręku, dopóki jego koń nie potknął się o trupy, przywalając Sułkowskiego. Został przebity oszczepami, a następnie rozszarpany, tak że „ledwo po kosmyku jednego wąsa okrwawione poznano szczątki.”

Nazwisko Józefa Sułkowskiego jest jednym z pięciu polskich zapisanych na Łuku Triumfalnym w Paryżu. Jednak ten młody i zdeterminowany oficer szedł za Napoleonem jedynie dla Polski. Tak też przenikliwie odczytał jego intencje Stefan Żeromski, który w dramacie „Sułkowski” z 1910 roku kazał mówić bohaterowi: „Ja muszę za tym człowiekiem iść jak cień, ażeby posiąść sztukę jego decyzji, szybkiej jak błysk pioruna. Jeżeli tego sekretu za pomocą nauki, przebiegłości, wytrzymałości i skupionej pracy nie poznam, mój naród uśnie w jarzmie i godzien się stanie swojego losu. (…) U podnóża piramid napisze konstytucję dla mojego narodu, powołam w duchu do obrony wszystkich synów ojczyzny.”

Zobacz również:

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top